17 września 2026
Potrącenie rowerzysty w Ujściu.
Wracając dziś ze szkoły, zatrzymałem się przy zdarzeniu drogowym z udziałem młodego rowerzysty.
Dzisiaj, wracając samochodem ze szkoły, stałem w korku podczas robót. Teraz mamy prace drogowe w Ujściu i zobaczyłem po drugiej stronie stojący samochód, leżącego chłopca na chodniku, grupę dzieci wokół niego i rozmawiającą z nim kobietę. Od razu sytuacja wydała mi się dziwna.
Stojąc w korku, mogłem się dokładniej przyjrzeć i dostrzegłem, że stoi też rower z wykrzywionym przednim kołem. Od razu się domyśliłem, że pewnie było to potrącenie rowerzysty. Natychmiast zawróciłem, zjechałem na pobliski parking i podszedłem zobaczyć, co się stało.
Rzeczywiście chłopiec wracający ze szkoły jechał rowerem po chodniku razem z grupą dzieci, natomiast z naprzeciwka, od strony głównej ulicy, drogi krajowej nr 11, na posesję zjeżdżał samochód, który uderzył w przednie koło jego roweru. Samej sytuacji nie widziałem, ale na szczęście dzieci, które pozostały na miejscu, były bezpośrednimi świadkami tego zdarzenia.
Zjechałem po pierwsze, żeby temu chłopcu pomóc, ale po drugie byłem głęboko przekonany, że w takich sytuacjach bardzo często dorośli próbują lawirować: „Odejdź, dziecko, jedź do domu, nic się nie stało”, żeby tylko ukręcić sprawie łeb. Oczywiście nie mówię, że osoba, która kierowała samochodem, chciała tak zrobić, ale znam takie sytuacje, więc pomyślałem, że lepiej, żeby ktoś dorosły był na miejscu i wszystkiego przypilnował.
Gdy przyszedłem, okazało się, że sprawczyni tej kolizji nie wezwała żadnych służb. Więc już sprawa była trochę taka podejrzana. Próbowała też temu chłopcu wmówić: „Na pewno za szybko jechałeś”.
Na szczęście przyszedł jeden z rodziców tego chłopca, wezwany przez niego lub przez kolegów — tego już nie dochodziłem — i od razu sprawę postawił jasno: „Dzwonię pod 112”. Poprosił o przyjazd policji oraz pogotowia ratunkowego, ponieważ chłopiec zgłaszał dolegliwości.
Bardzo się cieszę, że tata tak jednoznacznie zareagował, ponieważ wiele takich sytuacji gdzieś właśnie jest niezgłaszanych, bo dorośli próbują wykorzystać młody wiek dzieci, tłumacząc im, że to one na pewno zawiniły.
Sytuacja była też o tyle trudna, że zarówno pani kierująca samochodem, jak i chłopiec jadący rowerem jako głównego winowajcę zdarzenia wskazywali nieprawidłowo zaparkowany samochód. Z jednej strony rowerzyście zasłonił on nadjeżdżający samochód, a z drugiej strony pani kierującej samochodem zasłonił nadjeżdżającego rowerzystę.
Rzecz ciekawa, że ten nieprawidłowo zaparkowany samochód stoi tam na trawniku już od niepamiętnych czasów. Zawsze, gdy jadę samochodem, dziwię się, kto w ogóle w tym miejscu parkuje. No i doszło do sytuacji, kiedy rzeczywiście zasłonił widoczność i pewnie pośrednio przyczynił się do tego zdarzenia drogowego.
Po krótkim czasie przyjechało pogotowie ratunkowe. Policji jeszcze nie było, ale powiedziałem rodzicowi tego dziecka, że nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia, więc ja już pójdę, ale cieszę się, że wezwał odpowiednie służby.
To taka moja przygoda w drodze powrotnej ze szkoły. Mam nadzieję, że chłopcu nic poważnego się nie stało. Pamiętajcie natomiast o ostrożnej jeździe — zarówno kierowcy, jak i rowerzyści.
Galeria